KOŚCIÓŁ ŚW. KATARZYNY W CIĘCINIE

 

Kościół w Cięcinie

Jest to kościół pod wezwaniem św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Początkowo była to kaplica wybudowana w 1542 roku. Do 1789 roku była to kaplica filialna kościoła znajdującego się w Radziechowach. Pierwsze przebudowy kaplicy w kościół miały miejsce w latach 1666 – 1667. Dzięki staraniom księdza Stanisława Kaszkowicza, który był proboszczem w Radziechowach powiększone zostały nawy oraz dobudowano wieżę. W 1789 roku kiedy miała miejsce następna przebudowa kaplica została zmieniona w kościół parafialny. Przebudowano wówczas zakrystię, babiniec ( część przeznaczona wyłącznie dla kobiet) , kaplicę św. Franciszka Serafickiego oraz wzniesiona została wieżyczka z dzwonem. Pierwszym proboszczem parafii został ksiądz Marceli Stupecki. W 1857 roku zbudowana została nowa zakrystia. W 1893 roku dzięki staraniom księdza Władysława Dobrzańskiego miała miejsce kolejna rozbudowa świątyni. Przesunięta wówczas została wieża w kierunku zachodnim oraz wydłużono nawy. W 1894 roku dobudowany został mały przedsionek, który przylegał do babińca. W 1895 roku kościół został powiększony o kaplicę św. Franciszka z Asyżu. W 1909 roku wymieniony został dach świątyni. W 1932 roku miała miejsce rozbudowa wieży oraz podniesiono ją wówczas o 7 metrów. W latach 1949 – 1951 dzięki staraniom proboszcza księdza Jana Bryndzy miało miejsce odnowienie wnętrza świątyni. W latach 60-tych  ważnym wydarzeniem dla świątyni była podmurówka z kamienia wzmocniona filarami z cegły, która miała na celu utrzymać zapadające się ściany zewnętrzne. W 2010 roku wymianie uległo stare pokrycie dachowe. Świątynia składa się z prezbiterium, wydłużonej nawy, wieży od strony zachodniej, zakrystii, babińca z małym przedsionkiem oraz kaplicy św. Franciszka z Asyżu. Wnętrze kościoła utrzymane jest w stylu barokowym. Znajdują się w nim również liczne ołtarze. Głównym ołtarzem jest ołtarz św. Katarzyny Aleksandryjskiej, którego nieznane jest pochodzenie. Ołtarz był wielokrotnie poddawany renowacjom, które miały za zadanie chronić go przed wilgocią. W świątyni znajduje się również ołtarz św. Anny czy ołtarz Najświętszego Serca Pana Jezusa, barokowa ambona, organy, krucyfiks, kamienna chrzcielnica pochodząca z 1705 roku. Kościół pod wezwaniem św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Cięcinie należy do zabytków kościelnego budownictwa drewnianego typu śląsko – małopolskiego. Znajduje się on również na Szlaku Architektury Drewnianej województwa śląskiego w pętli beskidzkiej.

 

KOŚCIÓŁ ŚW. PIOTRA I PAWŁA W LACHOWICACH – LACHOWICE

Kościół w Lachowicach

Jest to kościół  pod wezwaniem świętych Apostołów Piotra i Pawła. Kościół ten jest drewniany i został zbudowany na miejscu drewnianej kaplicy cmentarnej pochodzącej z 1707 roku.

Powstanie świątyni datowane jest na lata 1789 – 1791. Erygowany                        ( poświęcony uroczyście) został 1 stycznia 1792 roku. Jest to budowla o konstrukcji zrębowej z dobudowaną do nawy wieżą o pochyłych ścianach.

Co to są soboty?

Wokół świątyni znajdują się soboty podparte na słupach /miejsce gdzie chronili się wierni gdy przybywali z odległych rejonów dzień przez niedzielą/ w których znajdują się malowane stacje Drogi Krzyżowej powstałe w 1846 roku. Soboty, ogrodzenie wraz z bramkami wejściowymi, prezbiterium oraz nawa pokryte są gontem, przez co obiekt uzyskał szczególny urok.

W 1841 roku Biskup Grzegorz Wojtarowicz proboszczem w Lachowicach mianował księdza Franciszka Balcarczyka. Ksiądz Balcarczyk proboszczem w Lachowicach był tylko przez rok. Następnym proboszczem parafii został ksiądz Józef Łopaciński i sprawował opiekę nad parafią przez 46 lat. Ksiądz Łopaciński doprowadził do powstania szkoły, sam uczył innych pisać i czytać a także uprawiał ziemię. Kolejnym proboszczem był ksiądz Józef Kozak. Ksiądz Kozak starał się doposażyć świątynię a także wśród mieszkańców walczył z pijaństwem oraz z grzechem, przez co miał wielu wrogów. Następnym proboszczem przez 4 miesiące był ksiądz Antoni Kudłacik zmarły na zapalenie płuc. Później proboszczem został ksiądz Jan Wojcieszak i sprawował posługę w parafii przez 37 lat. Od 1980 roku proboszczem jest ksiądz Władysław Wąsik. Kościół zachowany jest w stylu barokowo – klasycystycznym.

W głównym ołtarzu umieszczony jest obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem, który jest XVII – wieczną barokową kopią. Nad obrazem wisi mniejszy obraz, który przedstawia patronów kościoła, św. Apostołów Piotra i Pawła. W świątyni znajdują się również 4 ołtarze. Dwa pierwsze są w stylu barokowym  z ołtarzem Matki Bożej i św. Sebastiana. Dwa kolejne są w stylu barokowo – klasycystycznym z ołtarzem Chrystusa Ukrzyżowanego i św. Anną Samotrzeć. W świątyni znaleźć możemy również posąg Matki Bożej, posąg św. Jana Ewangelisty, kamienne kropielnice barokowe, kamienna chrzcielnica barokowa, drewniana ambona, drewniany konfesjonał czy malowidła przedstawiające np. apostołów. W świątyni znajdują się również organy pochodzące z 1836 roku. Kościół zaliczany jest do Szlaku Architektury Drewnianej województwa małopolskiego.

SCHRONISKA GÓRSKIE – NIECHCIANE DZIECI BESKIDÓW

Na pytanie co jest ciekawego na Żywiecczyźnie – to oczywiście nikt nie wspomina o schroniskach górskich.  Wokoło jest ich ponad DWADZIEŚCIA. Wielkie zdziwienie, że aż tyle. Ale jak tu mówić o schroniska skoro odziały PTTK  w Żywcu, Suchej Beskidzkiej, Bielsku Białej nic albo bardzo niewiele piszą o schroniskach na swoich stronach internetowych. Na stronie internetowej PTTK Żywiec nie ma –  jakie schroniska można odwiedzić w naszym regionie.

http://www.zywiec.pttk.pl/

Są linki do schronisk aż na Ukrainę ale np. Schroniska na Błatniej –  BRAK. Schroniska ma Magurce Wilkowickiej – BRAK, Schroniska na Leskowcu – BRAK. Jest link do Schroniska nad Morskim Okiem /oni rzeczywiście potrzebują promocji, bo im pewnie brakuje turystów. Brawo za zaangażowanie/ a Schroniska na Dębowcu – BRAK, na Szyndzielni-BRAK, Na Klimczoku-BRAK, na Skrzycznym  – BRAK, na Równicy-BRAK na Błatniej – BRAK. Kiedyś zapytał mnie podczas dyskusji na temat schronisk i ich promocji dosadnie znajomy  turysta  – cytuje „ Panie, o co tu k….. chodzi”?  Dlaczego celowo nie zamieszczono linków do pobliskich schronisk? 

Kochani turyści jak już przyjechaliście do Żywca to wg. strony PTTK Żywiec zapraszamy Was do Schroniska w Dolinie Pięciu Stawów i do Schroniska nad Morskim Okiem bo ich pewnie nie znacie. A najlepiej pojedzcie na Ukrainę do „Chatki u Kuby” .  I aż przykro napisać , że według informacji na stronie PTTK Żywiec nic nie napisano o Schroniska na Boraczej, schroniska na Błatniej, Schroniska na Klimczoku, schroniska na Magurce Wilkowickiej czy Schroniska na Leskowcu i  wielu innych.

Według statutu PTTK

„Art. 7 pkt.4  Celami statutowymi PTTK są również inne działania ze sfery zadań publicznych w zakresie:

1) krzewienia turystyki i krajoznawstwa oraz aktywnych form wypoczynku dzieci i młodzieży, szczególnie w postaci wędrownictwa indywidualnego i grupowego, organizacji rajdów, złazów, zlotów, spływów, rejsów oraz kolonii i obozów”…

Jak popularyzować turystykę jeżeli nie popularyzujemy schronisk. Własnie tych poczatkowych miejsc docelowych?

Dlaczego PTTK Żywiec nie promuje NASZYCH BESKIDZKICH SCHRONISK, na swoich stronach internetowych?

Kto ma promować nasze beskidzkie schroniska górskie aby dowiedzieli się o nich turyści?

Bo napewno nie robią tego odziały PTTK-u. Nie robią tego gminy. Nie robi tego Wydział Promocji Powiatu Żywieckiego.  O maratonie wokół jeziora słyszymy od grudnia zeszłego roku. A o schroniskach górskich nie ma ani jednego zdania, że w ogóle są.

zajrzyjmy na stronę:

http://www.zywiec.powiat.pl/ poniżej fotofragment podstrony szlaki turystyczne:

przy opisie szlaków brak jest nawet malutkiego wspomnienia o schroniskach górskich. Na Hali Rysiance nie ma schroniska „Rysianka”, na hali Słowiance nie ma schroniska „Słowianka”, a na hali Miziowej czy jak kto woli Pod Pilskiem nie ma Schroniska „Na Miziowej” czy „Pod Pilskiem”. Na innych szlakach wielokrotnie wymieniona Hala Boracza oczywiscie jest bez schroniska „Na Boraczej”. Czy wypada zapytać dlaczego tak jest?  Tak! 

PYTAM DLACZEGO TAK JEST? 

Pytamy: KTO MA PROMOWAĆ NASZE SCHRONISKA GÓRSKIE?

Nie napisze o promocji turystyki. Nie napisze też o targach promujących nasz region /oczywiście bez schronisk/ i o brzęku szkła ……….. zdobywanych tam kryształowych pucharów. Chciałbym aby była równie wspaniała promocja turystyki tak jak innych dziedzin.

I zacytuję mojego znajomego turystę, może trochę wulgarnego ale konkretnego i prostolinijnego:

„ Panie, o co tu k….. chodzi”?  

mgr inż. Bogdan Martyniak

 

KAPLICZKA NA HOROLNEJ – HOROLNA RADZIECHOWY

Kapliczka na Horolnej była znana od dawnych czasów. Było to miejsce pochówki ludzi zmarłych na chorobę zwana cholerą. Chowano ich daleko od wiosek.Był tam krzyż a z czasem umieszczano figurę Jezusa Upadającego wykonaną w kamieniu. Stąd pochodzi nazwa Horolna – miejsce gdzie chowano po śmierci chorych. W 1656 w pobliżu tego miejsca odbyła się potyczka wojsk szwedzkich z oddziałami wojsk królewskich Stefana Bidzińskiego, który później bezwzględnie egzekwował na wioskach beskidzkich należny, zaległy żołd, nie wypłacony przez króla. W walkach brali udział miejscowi górale oraz skuszeni licznymi łupami wojennymi, które były transportowane w raz z oddziałami szwedzkimi zbójnicy ukrywający się w lasach. Zabitych żołnierzy szwedzkich, żołnierzy królewskich, miejscowych górali pochowano w miejscu gdzie obecnie znajduje się kapliczka. Teraz stoi przy drodze jednak wcześniej było to miejsce daleko omijane przez podróżnych. Ludzie wędrowali terenem płaskim przez Cięcinę, drogą od lat nazywaną  „po dole” gdyż wcześniej czy później musieli przekroczyć Sołę na rozlewisku radziechowskim. Woda tam była płytka i pozwalała swobodnie przejść na druga stroną lub przejechać furmanką. Są to tereny gdzie obecnie biegnie linia kolejowa na trasie Żywiec-Zwardoń. Ludzie Horolną omijali z daleka. Nikt nie chciał przechodzić przez cmentarz bez grobów. Szczególnie porą wieczorową lub nocną. Wszyscy wiedzieli, że pochowano tam ludzi zmarłych na chorobę oraz tych co zginęli w walce ze Szwedami. Pochowani tam  też byli Szwedzi a Ci byli innej wiary. Miejsca pochówku nie chrześcijan w prostej ludności wiejskiej wywoływały wizje tułających się po świecie potępionych dusz, wędrujących i szukających swoich bliskich zjaw.  Popularne były opowieści o duchach spotykanych na Horolnej, czy zjawach wędrujących po Polach Radziechowskich. Było to miejsce gdzie wszyscy wiedzieli, że tam straszy. Teren jak na ówczesne czasy był nie oświetlony i zadrzewioną. Zabobonni ludzie widzieli zjawy za każdym drzewem a później tworzyli opowiadania czasami przyprawiające o dreszcze. To były informacje dnia codziennego jak wiadomości  we współczesnej telewizji. Niektóre opowieści dziadków jeszcze dziś można usłyszeć podczas rodzinnych spotkań seniorów. Będąc na Horolnej warto zajrzeć przez okno do kapliczki, a wieczorem oglądnąć się za siebie czy przypadkiem za drzewem Coś nie stoi.    

CUDOWNE ŹRÓDEŁKO W PRZYŁĘKOWIE – PRZYŁĘKÓW

Kiedyś w miejscu gdzie stoi kościół było cudowne źródełko. Źródełko słynęło cudami i łaskami a wieści o nim rozchodziła się daleko poza granicę Żywiecczyzny. Teraz w kościele nie ma źródełka. Właściwie to jest ale pod rozetą posadzki a woda odprowadzona jest do specjalnie wybudowanej studni przy kościele. Są też krany, z których można wygodnie nabrać cudownej wody i garnuszki z których można się napić.

Dlaczego zasłonięto źródełko pod posadzką i odprowadzono wodę do studni na zewnątrz kościoła?

Wszystko zaczęło się od objawienia Matki Boskiej rolnikowi, który miał chorą córkę. Pasąc krowy zasnął i miał we śnie objawienie Matki Boskiej. „Jak postawisz mi kaplicę to uzdrowię Ci dziecko” usłyszał we śnie. Przy zaangażowaniu sąsiadów i znajomych rozpoczęto budować kaplicę. Gdy wbijano pierwszy z pali w miejscu suchym i bezwodnym – wytrysło źródełko. Woda ze źródełka uzdrowiła córkę rolnika i później wiele innych osób. Postanowiono wybudować w tym miejscu kościół. Przeciwnikiem budowy był proboszcz Parafii Żywieckiej. Kaplica była bardzo daleko oddalona od domostw. Dojazd do niej był bardzo utrudniony i stromy. Jednak kiedy zachorował i medycy miejscowi nie mogli mu pomóc, proboszcz poprosił o wodę ze źródełka w Przyłękowie. Gdy ozdrowiał sam był wielkim zwolennikiem budowy kościoła przy źródełku. Rozpoczęto budowę i zastanawiano się gdzie dokładnie usadowić kościół. Rankiem miejsce było pokryte białym puchem, jak śniegiem w kształcie obrysu kościoła. Źródełko znalazło sie na środku świątyni. W dawniejszych czasach odprawiano mszę święta w tak zwanym rycie trydenckim. Ksiądz odprawiał tyłem do wiernych i w języku łacińskim. Mało kto coś rozumiał. Wprawdzie ludzie uczestniczyli w obrzędzie ale rozpraszał ich zgiełk, który odbywał się na środku kościoła przy źródełku. Każdy chciał się do niego dostać. Szczególnie nie było to łatwe podczas uroczystości i pielgrzymek. Podczas mszy brzęczały metalowe garnuszki, dzbanki, butelki. Ludzie się popychali. Jedni pili wodę, inni się nią obmywali, przecierali oczy czy pocierali zbolałe części ciała. Ludzie się przepychali, część wchodziła, część wychodziła i tak był mimowolny jazgot podczas całej uroczystości. Gdy nastąpiła zmiana sposobu odprawiania mszy świętej czyli od roku 1965 kapłan jest zwrócony do wiernych i odprawia nabożenstwo w języku polskim. Są też czytania pisma świętego a wspólne odmawianie modlitw kapłana i wiernych wymusiło skupienie na osobach uczestniczących. Zgiełk wokół źródełka bardzo w tym przeszkadzał. Moc cudownej wody słynęła daleko i słynie po dziś dzień. Nadal przyjeżdżają pielgrzymi. Pojedynczy pątnicy, turyści, ciekawscy, aby skosztować cudownej wody. Żeby wprowadzić spokój i skupienie wiernych podczas uroczystości, przekopano kanał do studni obok kościoła. I aby usprawnić możliwość dotarcia do cudownej wody, założono krany. Źródło nadal jest na środku kościoła pod posadzką. Miejsce oznaczone jest rozetą. Wystarczy lekko przesunąć chodnik by go odszukać.

KIELICH W KOŚCIELE W UJSOŁACH, KTÓRY WSZYSCY OPISUJĄ, JEDNAK NIKT GO NIE WIDZIAŁ.

 

Wszystko zaczęło sie od pewnej ciekawostki we wsi Ujsoły powielanej w kilku miejscach w internecie:

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Z%C5%82atna

 

„…W kościele parafialnym w Ujsołach zachował się kielich, w kościele w Zwardoniu „pająk”, a w Muzeum w Żywcu karafka. Miejsce dawnej karczmy gdzie czescy robotnicy popijali piwo nazywa się Kuflówką, a nazwiska do dziś w Złatnej funkcjonujące takie jak Kotulek i Hubka są pochodzenia czeskiego…”

 

http://www.ujsoly.com.pl/zabytki/zabytki-97,135,art.html

 

„… W kościele parafialnym w Ujsołach zachował się kielich, w kościele w Zwardoniu „pająk”, a w Muzeum w Żywcu karafka. Miejsce dawnej karczmy gdzie czescy robotnicy popijali piwo nazywa się Kuflówką, a nazwiska do dziś w Złatnej funkcjonujące takie jak  Kotulek i Hubka są pochodzenia czeskiego…”

 

Praca dla innych portali nauczyła mnie sprawdzania tak zwanych przekazów oczywistych. Szczególnie tych pewnych i wielokrotnie powielanych. Później okazało sie, że gdzieś zaginął order, kielicha nie ma, pierścień jako odznaczenie gdzieś wsiąknął a dziadek to walczył nie w Libii, tylko w Lublinie.

No i doszło do słynnego pokerowego słowa „SPRAWDZAM”.

Zadzwoniłem do Proboszcza Parafii w Ujsołach i zapytałem o szklany kielich ofiarowany z huty szkła w Złatnej. Ku mojemu zdziwieniu o kielichu nikt nic nie słyszał. Ale obiecano mi, że temat zostanie sprawdzony. Odczekałem tydzień aby nie być nachalny i zadzwoniłem ponownie do Proboszcza i ….okazało się, że o kielichu nikt nic nie słyszał. I nikt nic nie wie. Nikt nic nie wie nawet w Parafii Rajcza gdzie wcześniej ten kościół podlegał. Od czasu ofiarowania kielicha minęło  grubo ponad 100 lat. Przeminęły dwie wojny światowe. Kilka ciężkich zawieruch historii, pewnie również grabieży. Mógł się też po prostu stłuc, bo był szklany. Zmieniali się zarządcy , opiekunowie kościoła.

Po dokładnej analizie historii kościoła w Ujsołach okazało sie, że został zbudowany dopiero w roku 1927 to jest około 40 lat później jak zamknięto hutę szkła w Złatnej. Czyli ktoś musiał mieć kielich i go przechowywać a później go ofiarował do kościoła, prawdopodobnie w Ujsołach. Ale ….. pojawiła się mała iskierka w tunelu mrocznej histerii. Ktoś powiedział, że w Złatnej w kościele było naczynie szklane do przechowywania Świętej Hostii  tak zwana Kustodia. Trop jest warty sprawdzenia. Ale kościół w Złatnej pochodzi 1930 roku. To jest kolejny raz kilkadziesiąt lat po zamknięciu huty. Prawdopodobieństwo trafienia – zerowe.

A teraz historyczne wyłożenie kart. Szklany kielich z huty szkła w Złatnej, rzekomo przechowywany w kościele w Ujsołach NIE ISTNIEJE. Nie ma nawet po nim wspomnień. Nikt o nim nie słyszał. Jest to oficjalnie potwierdzone stanowisko Proboszcza tego kościoła. Nic też nie wiadomo o szklanym kielichu w kościele w Rajczy. Więc spróbujemy dowiedzieć się kto i kiedy wykonał taki wpis i na podstawie czego. A tym czasem kolejni opisywacze huty szkła w Złatnej będą pisali /na zasadzie kopiuj – wklej/ o kielichu w kościele w Ujsołach.

Może ktoś wie jak powstała notatka o kielichu w kościele w Ujsołach. Przecież ktoś to kiedyś napisał. Musiał dysponować jakimś przekazem.  

mgr inż. Bogdan Martyniak   

 

KAMESZNICA – HERB KAMESZNICY. ZWIEDZAJ BESKIDY

Herb wsi Kamesznica został stworzony przez portal zwiedzajbeskidy.pl na podstawie pieczęci używanej w przeszłości. Nawiązuje do czasu wydobywania rudy darniowej dla huty w Węgierskiej Górce z miejscowych płytkich sztolni. Jest tylko propozycją herbowego znaku graficznego, celem promocji wsi. Dyskusyjny może tu być strój górala kopiącego rudę czy tło. Kontrowersyjna może być cała koncepcja herbu. Jednak do kiedy nie ma innej, pozostaje jak baza do dyskusji. Wzór pieczęci pobrano ze strony internetowej Gminy Milówka

Dlaczego Pan Budka dopatrzył się w tej pieczęci drwala ścinającego wielkie drzewo to nie wiem. To tylko świadczy o nie znajomości historii regionu i poszczególnych wsi. A później te bzdury powtarzają  kolejni „opracowacze – kopiści” historii cytując zawzięcie materiały z „Groni”.

Inne rysunki pobrano z:

Rysunki pochodzą: Artykuł Włodzimierz Budka „Pieczęcie wiejskie Powiatu Żywieckiego”

„Gronie” Kwartalnik poświęcony sprawom Żywiecczyzny. Rocznik I 1938 – Żywiec 1938

Reprint – Żywiec 2008 Nakładem: Towarzystwa Miłośników Ziemi Żywieckiej, Towarzystwo Naukowe Żywieckie

 

PIEC HUTNICZY W HUCISKU NIGDY NIE ISTNIAŁ

Piec hutniczy przy stacji kolejowej w Hucisku nie istnieje.

Wszystko zaczęło się od historii wsi Hucisko opisanej na stronie Gminy Stryszawa:

http://stryszawa.pl/pl/article/188

cytuje: „…Z naszych rozważań niezbicie wynika, że nazwę Hucisko zawdzięczamy istniejącemu tu od wieków wydobyciu rud żelaza i ich wytopowi w tymże miejscu. O fakcie tym przypomina nam stojący do dziś nieopodal stacji kolejowej, jedyny w okolicy zachowany piec hutniczy, w którym przed ponad wiekiem jeszcze wytapiana była ruda…”

Skoro tak piszą na stronie gminy, to powielono tę informację w dziesiątkach publikacji internetowych i przewodnikach drukowanych:

 

https://www.facebook.com/KolejBeskidzka/posts/373276276087028

„..Do dzisiaj w pobliżu stacji jest zachowany piec hutniczy. Właśnie do niego prowadziła od bocznej ramy stacji w Hucisku kolejka wąskotorowa. Wykorzystywano trakcję spalinową. Lokomotywy ciągnęły koleby (do dzisiaj zachowana jedna z nich w pobliży wapiennika), które następnie przy pomocy specjalnej konstrukcji były wciągane na szczyt pieca…”.

 

http://hucisko.cba.pl/historia.html /strona miejscowości Hucisko/

”.. Wracając do naszego Huciska do dziś nieopodal stacji kolejowej znajdziemy jedyny w tej okolicy, zachowany piec hutniczy, w którym jeszcze przed ponad wiekiem była wytapiana ruda…”.

 

http://zywiecinfo.pl/25638,smierc-linii-kolejowej-zywiec-sucha-beskidzka/ /na tej stronie nie powinno być takich wpadek. Portal jest ceniony za fachowość prezentowanych materiałów/

„…do dzisiaj w pobliżu stacji jest zachowany piec hutniczy. Właśnie do niego prowadziła od bocznej rampy stacji w Hucisku kolejka wąskotorowa. Wykorzystywano trakcję spalinową. Lokomotywy ciągnęły koliby /do dzisiaj zachowana jedna z nich w pobliżu wapiennika/, które następnie przy pomocy specjalnej konstrukcji były wciągane na szczyt pieca…”

/z tymi lokomotywami wąskotorowymi ,co ciągnęły koleby to już absolutny SCIENE FICTION, ale o tym później/

 

Osoba pisząca o piecu hutniczym w Hucisku, który niby znajduje się obok stacji kolejowej nie miała pojęcia, co pisze i o czym pisze. Stworzyła tematyczne pomieszanie pieca hutniczego z piecem do wypalania wapna. Czas wszystko sprostować.

Obok stacji kolejowej w Hucisku – nie ma i nigdy nie było pieca hutniczego!

Jest tam piec – do wypalania wapna. Normalny WAPIENNIK. Został zbudowany i był eksploatowany od początku do końca w rodzinie Pana Urbańca.

Powstał: …. W 1955 roku /słownie: w tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym piątym roku/

Był eksploatowany: około 15 lat.

Kolejka wąskotorowa była: o długości około 100 metrów /słownie około sto metrów/. Były to dwa tory równoległe i działały  w systemie wahadłowym, aby zużywać jak najmniej energii podczas transportu. Kolejka wpierw służyła do transportu wielkich bali drzewa z wagonów do tartaku i równocześnie desek do wagonów. Później służyła do transportu kamienia wapiennego i koksu z wagonów normalnotorowych pod szyb pieca.

Lokomotywy wąskotorowej tu nigdy nie było!

Napęd koleb był: linowy-bębnowy. Napędzany wpierw maszyną parową /12 atm/ z obok działającego tartaku /także należącego do Pana Urbańca/. W późniejszym czasie, bębny ciągnące liny napędzano silnikiem Diesla.

Historia wapiennika w Hucisku i tajemnice jego eksploatacji oraz czas świetności i upadku to już materiał na inny artykuł.

Pozdrawiam Bogdan Martyniak

 

MINIZOO ŻYWIEC

Minizoo, lub jak kto woli stajnia miejska jest wspaniałym miejscem, szczególnie dla rodziców z małymi dziećmi. Wydawałoby się, że takie małe a jednak ciągle poznaje się tam nowe zwierzęta. Można zobaczyć te najbardziej popularne jak kury, koguty, kaczki, owieczki, baranki, kózki, indyki. Ale są tez sarenki, pawie, konie, kucyki, papugi, osiołek i …. żółwie. Można ich życie obserwować cały rok. Minizoo stało się taki poobiednim spotkaniem, wypadem całych rodzin z dziećmi do parku. Wspaniała inicjatywa i pomysł. Bo gdzie mogą dzieci z bloków zobaczyć kurę czy kaczkę albo owieczkę? Woliery i wybiegi sa zasiatkowane i można się do nich zbliżyć bardzo blisko. Zwierzęta są przyzwyczajone do bliskości i stałej obecności dorosłych i dzieci. Można odnieść wrażenie, że pozują do zdjęć. Paw czasami pięknie rozpościera ogon prezentując swoje mieniące się w słońcu pióra.

Żywieckie mini zoo koniecznie musi się odwiedzić. Miłe fajne spokojne miejsce i ciekawe.

Pozdrawiam Bogdan Martyniak

MUZEUM MORSKIE W JAWORZU – JAWORZE

Muzeum Fauny i Flory Morskiej w Jaworzu jest taką fajna pięknie zrobioną izbą pamięci pewnego marynarza, którego pasja było zbieranie i preparowanie wszystkiego co żyło w głębinach morskich. Bosman Erwin Pasterny urodzony w Jaworzu przez wiele lat przesyłał eksponaty z całego świata. W nowopowstałym muzeum morskim można by się spodziewać wielkich akwariów z rybami czy wielkich gablot z wielorybami czy wielkimi rekinami. Może w dużych sklepach akwarystycznych są większe akwaria i są tam pewnie większe ryby. Bardziej kolorowe, agresywne, z wielkimi zębami. Za to tu możemy podziwiać, jak stado rybek podąża za swym karmicielem oraz przyjrzeć się czemuś na co nikt nigdy nie zwróciłby nam uwagi. Widzieliśmy rybkę która nosiła swoją ikrę w pysku. Widzieliśmy rybkę wielkości główki szpilki ukrywającą się w dziurce skalnej aby nie padła ofiarą osobników większych z jej gatunku. Nie ryby są tu istotą tego muzeum.

Co jest najciekawsze?

Najciekawsza jest pasja ludzi, którzy oprowadzają po wystawie. Opowiadają o skrzypłoczach co mają niebieską krew. O jadowitych i najgroźniejszych wężach świata. Eksponaty mają po kilkadziesiąt lat. Czasami wyglądają na sponiewierane przez czas ale każdy z nich jest zalążkiem kolejnej fantastycznej opowieści o życiu zwierząt w głębinach. Można obejrzeć spreparowaną rybę Żabnicę i poznać jej zwyczaje godowe /bardzo dziwne/. Jest też kilka stworzeń przechowywanych w formalinie /płyn konserwujący, zapobiegający rozkładowi/. Jest wiele muszli oraz parę zwierzątek lądowych, dla nas bardzo egzotycznych jak mangusta z kobrą czy pancernik. Jest też wieki  żółw morski przy którym wszyscy robią sobie zdjęcia.  Jeśli ktoś widział wielkie muzea morskie z wielkimi akwariami to tu spotka pasję nauki, pasję przekazania wiedzy. Muzeum to jest inne od pozostałych placówek tego typu, bo zainteresowano się nami, zanim weszliśmy do środka. Kapitalna konwersacyjna wycieczka ze zwiedzaniem. Czuliśmy, jak przy takiej szeroko tematycznej dyskusji nasz przewodnik za każdym razem wracał do tematu aby przekazać nam jak najwięcej wiedzy i wzbudzić w nas, jak największe zainteresowanie. Mała muszelka miała swoja wielką historię. Rekin miał swoje zdjęcia jeszcze ze statku gdzie został złapany i spreparowany.

Małe fajne muzeum gdzie pasja i opowieści pracujących tam ludzi daleko wyprzedzają eksponaty. Gdyby nawet tych eksponatów było tam o połowę mniej, nadal byłoby super. Zwiedzić warto i koniecznie trzeba. Bilet tylko 5 złotych.

Pozdrawiam Bogdan Martyniak