• Home
  • KOŚCIÓŁ BUDOWANY JAK BUNKIER W 1939 – WĘGIERSKA GÓRKA – ZWIEDZAJ BESKIDY

W Węgierskiej Górce budowano Kościół Przemienienia Pańskiego. Położono fundamenty z wielkimi salami. Wylano ogromną płytę i po zrobieniu zbrojenia i zaszalowaniu /zadeskowaniu/ filarów – postanowiono je zabetonować. Praca na budowie kościoła dla mnie jako nastolatka była bardzo dochodowa. Chodziło się odrabiać dniówki nakazane przez proboszcza dla każdej rodziny. Starsi pomagali przy robieniu zbrojenia, noszeniu desek, stempli. Porządkowali cały teren i pomagali przy rozładunku i załadunku materiałów budowlanych. My chodziliśmy po rusztowaniach. Przynieść gwoździe, młotek, dotnij deski czy wynosiłem stemple szalunków na najwyższy punkt kościoła. Płacili ci co mieli przyjść w danym dniu do pracy. Raz to były ciotki innym razem sąsiedzi czy dalsi znajomi rodziny. Istotą było, aby na koniec dnia być wpisanym do zeszytu, że dniówka dla danej rodziny była zaliczona. Do dziś wspominam, że były to  dla mnie bardzo duże pieniądze, jak na dorabiającego nastolatka.

W dniu zalewania betonem na budowie stawiło się masa chłopa z łopatami, taczkami i wiaderkami. Na płycie stały olbrzymie kopce żwiru  i wielka betoniarka. Rozpoczęto załadunek betoniarki i mieszanie betonu. Na rusztowaniach czekali ci co zalewali beton. Reszta stała na płycie i czekała, bo nie było co robić. A betoniarka wytrwale mieszała beton. Pierwsza partia betonu pojechała wciągarką  i rozpoczęto pracę. Beton się skończył i znów betoniarka „kręciła” beton, żwir z cementem i wodą. Ludzie na płycie stali bo nie mieli co robić. Wszystko się strasznie ślimaczyło. Zapowiadało się, że zalewanie będzie trwało do późnej nocy. Wciągarka stała i ludzie od zalewania na rusztowaniach też nie mieli roboty. Co dalej robić?

Wyszedł starszy pan przed wszystkich i powiedział, żeby podzielić się na 8 osobowe zespoły na betonowej płycie. Powiedział, żeby każdy zespół namieszał na sucho bez wody, odpowiednią ilość żwiru z cementem. A jak przyjdzie ich czas to doleją tylko wody i przemieszają wszystko dokładnie jeszcze raz na mokro. Dokładnie pokazał jak mieszać. Jak rozkładać kupkę żwiru z cementem i jak zsypywać wszystko na jedną kupkę betonu. Teraz dopiero ruszyła robota.  Za chwile  wszyscy mieli namieszane partie betonu na sucho . I tak jak pracowała wciągarka dokładano kolejne partie wymieszane na mokro. Okazał się, że dziadziuś pracował przy bunkrach w Węgierskiej Górce przy zalewaniu betonem. I robiono to dokładnie tą samą metodą. Wiele stanowisk na sucho wymieszanego betonu a później systematycznie dolewano wody i mokry beton trafiał do szalunków. Dziadek mówił, że część betonu przy bunkrach noszono nosiłkami /płytka skrzynia zbita z desek z uchwytami/ bo nie można było dojechać taczkami. Dzięki temu człowiekowi zalewanie filarów odbywało się szybko i bez przerw. Betoniarka stała z boku i nie pracowała. Siła wielu ludzkich rąk była większa i szybsza od maszyny. Tak technika zalewania betonem szalunków bunkrów sprawdziła się 30 lat później.

Bogdan Martyniak