A+ A A-

LANZ BULLDOG CIĄGNIK, KTÓRY POTRAFIŁ NAPRAWIĆ KAŻDY KOWAL

 

Kiedy byłem mały, to w roku  1969-1970 mój wujek Józef Jopek z Cięciny  miał traktor, którego wszyscy nazywali „Lannzbuldogiem”. Czasami siadałem na to bydle, jednak nie miałem tyle siły aby chociaż poruszyć kierownicą. Wujek rozpalał „lutlampe” to jest taki palnik na benzynę i ogrzewał głowicę żarową dosyć długo, a później wyjmował kierownicę do kierowania  z kolumny kierowniczej i wkładał do bocznego koła zamachowego /co widać na zdjęciu/. Jak głowica – to ta wielka grucha z przodu osiągała odpowiednią temperaturą wujek zakręcał kołem i  to bydle z wielkim łomotem zaczynało „chodzić”. Siłę to miało straszną. Jak jechał, to wydawało się, że wszystkie domy wokoło popękają. Gdy się rozpędzał, zwalniał obroty jakby miał zaraz zgasnąć ale po chwili nabierał obrotów i praktycznie bez ograniczenia ciągnął wszystko co się do niego zapięło. Gdy byłem trochę starszy wujek uczył mnie jeździć traktorami. Miał ich kilka a każdy następny był nowocześniejszy i posiadał wiele fantastycznych usprawnień. Pokazał mi też wiele ciekawych technicznych rzeczy. Potrafił wszystko naprawić a jak trzeba było,  zrobił to co mu było potrzebne praktycznie od zera.

 

Od tego czasu minęło wiele lat. Wujka niestety nie ma już miedzy nami. Ale zostało fantastyczne zdjęcie mojego wujka z  potężnym „lanzbuldokiem”. Traktor Ursus C-45 bo tak się nazywał został wyprodukowany zaraz po wojnie. W polach pozostało wiele poniemieckich egzemplarzy oryginalnych „Lanz-bulldogów”. Grupa pod kierownictwem inż. Habicha  zwymiarowała  te modele i uruchomiono produkcję. Pierwszych 30  egzemplarzy  pokazano na defiladzie 1-majowej w 1947 roku. Później uruchomiono produkcje masową i wyprodukowano ponad 60 000 sztuk tych traktorów do roku 1964 gdy zaprzestano produkcji.  Ciągnik był bardzo prosty w budowie i obsłudze. Praktycznie każdy kowal mógł go naprawić i dorobić do niego części. Tłok silnika /a silnik miał tylko jeden tłok/pracował w poziomie, na leżąco. Podczas pracy zasysał powietrze do skrzyni korbowej i jak powracał przepychał powietrze przez zawór membranowy do komory spalania. W górnym położeniu tłoka następował wtrysk paliwa do rozgrzanej  komory żarowej, szybkie odparowanie, zmieszanie z powietrzem i wybuch. Potężny huk dawał potężną siłę. Paliwem mogło być wszystko: benzyna, surowa „ropa”, spirytus, olej napędowy czy mazut. Prosta i mało zawodna konstrukcja sprawiła, że Ursus C-45 a późniejsze wersje C-451 bardzo mocno pomogły w rozwoju i unowocześnieniu polskiego rolnictwa. Ciekawostką jest tu kształt komina wylotu spalin który nie zmienił się od powstania tego ciągnika w Niemczech to jest od roku 1921. Ponieważ spaliny nie mogły zbyt szybko opuszczać komory spalania silnika to bardzo precyzyjnie wyliczono kształt komina, Katy nachylenia i średnice wylotów, aby tłumił wylot spalin i przy jednoczesnym wydechu nie osłabiał zbytnio silnika. Waga ciagnika wynosiła prawie 4 tony dokładnie 3 600 kg. A prędkość poruszania się na ogumionych kołach/ pierwsze wersje były na stalowych obręczach/ maksymalnie ……16 km/godz. Za to ten jeden tłok, który był zamontowany w silniku mógł uciągnąć pod górkę 2 tony ładunku. Ursus C-45 /lanzbuldog/ wyparł definitywnie z rolnictwa „lokomobile” – czyli stacjonarne maszyny parowe.

 

Powrót na górę